~*~rozdział piąty~*~
ROSE
Po lekcjach poszłam z Taylor do niej i tej całej Lindy, z którą mieszkała. Jak na Ślizgonkę była całkiem w porządku. Ona znała dosyć dobrze Malfoy'a.
-Rose, nie martw się-pocieszała mnie- znam Scorpiusa dosyć długo i on nigdy by nie przeprosił nikogo. Widzisz... Jemu chyba na tobie zależy...
-Linda, co za głupoty pleciesz?-przerwała jej Taylor- wiesz co on powiedział o jej rodzinie? To chyba naturalne, że musiał ją przeprosić no nie?-zapytała
-Tak, ale Malfoyą to nie przychodzi zbyt łatwo. A co z ich dumą?-roześmiała się Ślizgonka. Nie wiem co było ze mną nie tak ale nie mogłam słuchać tego jak obrażali Scorpiusa. Co się ze mną działo?
-Przepraszam dziewczyny ale już chyba muszę iść- powiedziałam wstając. Cmoknęłam Taylor w policzek i podałam rękę Lindzie i wyszłam.
SCORPIUS
Siedziałem dosyć długo u Albusa i Louisa. Opowiedziałem Albusowi o sytuacji z Rose. Ten tylko kiwał głową.
-Czy możesz mi jakoś doradzić i powiedzieć o co jest ze mną nie tak?-zapytałem ostro-przeprosiłem ją! Źle się czułem dogryzając jej.
-Taaak... To bardzo dziwne...-powiedział Albus.
-Tym bardziej że to córka szlamy-uśmiechnąłem się złośliwie. W tej chwili do pomieszczenia wszedł Gryfon z którym mój przyjaciel tymczasowo dzielił dormitorium. Rzucił się na mnie z pięściami.
-Stary! Na Salazara! Co cię ugryzło?!-krzyczał Albus odciągając Louisa ode mnie.
-Nie pozwolę żeby on tak wyrażał się o Rose!-krzyczał-nie pozwolę żeby on ją tak traktował!
-A to niby dlaczego nędzna imitacjo czarodzieja?-zapytałem prowokując go. Czyżby małi odwaźny Gryfonik zakochał się w córce szlamy?-posłałem mu złośliwy uśmiech. Trafiłem w dziesiątkę! Kochał ją! Ja też... Nie! No co ty Scorpius?! Córka SZLAMY! Nie możesz jej kochać! Szarpaliśmy się jeszcze przez chwilę gdy do pokoju wpadła rudowłosa.
-Co tu się dzieję?!- zapytała trochę roztrzęsiona a trochę zła- na brodę Merlina Louis! Co ci jest? Wszystko okej? Jesteś ranny? Co ci ten Malfoy zrobił?!- Krzyczała
-Ja?! - krzyknąłem- to on się rzucił na mnie.
-Jak to?-zapytała. Wyglądała na zdziwioną- dlaczego Louis?
-Obrażał cię Rose.
-Mam was dosyć.-rzuciła przez ramię i wyszła. Poszedłem za nią.
-Słuchaj Weasley. Przepraszam cię za wszystko jasne? Przez ten czas jak razem mieszkamy, uznałem, że jesteś w porządku. -posłałem jej przyjazny uśmiech.
-Taaak Malfoy? A ja słyszałam, że jestem córką szlamy...
-Przeprosiłem przecież.-broniłem się.
-Oj Malfoy, Malfoy...- zaśmiała się -droczę się tylko z tobą. -poszliśmy do pokoju. Weszła do łazienki a ja usiadłem w swoim pokoju na łóżku. To przecież niemożliwe żebym się w niej zakochał. Do naszego dormitorium wparował Sebastian.
-Czego chcesz?- zapytałem warcząc.
-Już za miesiąc jest turniej pamiętasz tak?-zapytał.
-No jasne, że pamiętam. I przychodzisz do mojego dormitorium tylko po to żeby mi o tym przypomnieć?!- zapytałem tracąc cierpliwość.
-No jasne że nie.. Stary... Chciałem się tylko zapytać czy pamiętasz co masz zrobić ze zwycięzcą Gryffindoru?
-Jasne, pamiętam. Łatwiej pójdzie jak zwycięży ten Gryfon Louis. Nie będzie mi go szkoda.
-Lepiej gdyby to był syn Pottera pamiętasz co mówili Śmierciożercy? Albo ta córka rudego i tej szlamy.-powiedział obojętnie.
-Nie mów tak o Rose!-warknąłem
~*~
ROSE
Właśnie miałam wyjść gdy usłyszałam kłótnię w dormitorium. Scorpius z kimś się kłócił. Pomyślałam że to normalne ale on stanął w mojej obronie. 'Nie mów tak o Rose'. To było podejrzane. Bronił mnie... Wyszłam cicho z łazienki idąc pod drzwi Ślizgona. Przystawiłam ucho do drzwi i nasłuchiwałam. Drzwi pewnie zamknął na klucz ale nie rzucił zaklęcia.
-Stary. Wiesz że to ma być starszy Potter albo córka tego rudego- usłyszałam głos- nie bez powodu zaprzyjaźniłeś się z Albusem i skłóciłeś go z tą córką szlamy. On jej nienawidzi dzięki tobie.-o nie! Tego było za wiele. Chwyciłam za różdżkę.
-Alohomora!-krzyknęłam i weszłam z hukiem do pokoju. -Jak śmiałeś skłócić mnie z Albusem?!- celowałam różdżką w jego twarz. - Jak śmiałeś chcieć zaprzyjaźnić się ze mną po tym wszystkim?! A ty co tak stoisz?!- zwróciłam się w stronę drugiego chłopaka, Sebastiana- wynoś się stąd! Wynoś!-skierowałam na niego różdżkę-
Avis!-krzyknęłam i nagle kilka ptaszków rzuciło się w stronę chłopaka i poczęło go dziobać. Chłopak z krzykiem opuścił dormitorium.
-Rose...-zaczął niewinnym tonem.
-Zamilknij Malfoy.-powiedziałam spokojnym tonem. -nienawidzę cię... Tata miał rację. Jesteś taki sam jak twój ojciec. Jesteś zakłamanym karaluchem.-powiedział po czym pobiegłam do Taylor.
~*~
Spędziłam u niej i u Lindy noc. Prosiłam żeby o nic mnie nie pytały bo byłam zbyt zmęczona. Scorpius... Zaczęłam walkę sama ze sobą. 'Rose. Jesteś naiwna! Jak mogłaś pomyśleć że on jest dobry?! Jak mogłaś?! Muszę porozmawiać z Albusem! Muszę być stanowcza i nieugięta. Kim jest dla mnie Scorpius? To ciekawe pytanie. Jest dla mnie wrogiem, przyszłym śmierciożercą, kłamliwym szczurem. Zeszłam z Taylor i z Julią do wielkiej sali. Omiotłam wzrokiem stół Ślizgonów ale ku mojemu zaskoczeniu nie było tam ani Albusa, ani Scorpiusa. Przeszłyśmy obok stołu domu węża. Sebastian spojrzał na mnie wystraszony a ja uśmiechnęłam się dumnie i podeszłam do stołu Gryffindoru. Miejsce obok zajął Caine.
-Słyszałam jak wczoraj załatwiłaś Sebastiana. To było coś! Temu Malfoy'owi też się należało ale to też dobrze. - gratulował mi. Julia gwałtownie wstała od stołu i ruszyła w stronę wyjścia. Myślałam że irytuje ją obecność Caina ale myliłam się. W drzwiach stanął Scorpius a obok niego Albus. Julia stanęła naprzeciwko Albus, rzuciła mu wrogie spojrzenie, po czym ruszyła dalej, potrącając przy tym Malfoy'a.
~*~
SCORPIUS
Stanąłem obok Albusa w drzwiach wielkiej sali. Wiem jak go zabolało, gdy ta czarnowłosa Gryfonka spojrzała na niego wrogo. On skrycie się w niej podkochiwał. Spojrzałem mu w oczy po czym kiwnąłem głową. Chciał pogadać z Rose. Opowiedziałem mu o wszystkim. Prawie wszystkim. Są takie sprawy, o których nawet on nie może wiedzieć.
Ruszył niepewnym krokiem w stronę stołu domu lwa a ja w stronę swojego stołu.
~*~
ROSE
Poczułam oddech za sobą. Odwróciłam się gwałtownie wyciągając różdżkę. Spodziewałam się Scorpiusa ale no proszę! Przede mną stał Albus. Jak on zmężniał!
-Rose... Ja... Przepraszam za to że byłem takim idiotą. Jaaa... Nadal chcę się z tobą przyjaźnić-powiedział spuszczając wzrok. Rzuciłam mu się na szyję mocno go przytulając. Do oczu zaczęły napływać mi łzy. Spojrzałam na stół Ślizgonów. Malfoy patrzył na nas uśmiechając się lekko, lecz nie złośliwie. A może powinnam mówić Scorpius?
~*~
sobota, 5 września 2015
wtorek, 1 września 2015
~*~Rozdział czwarty~*~
SCORPIUS
No nie! Ta McGonagall zwariowała do końca! W jednym pokoju z córką szlamy! Jak się mój ojciec o tym dowie to najpierw zabije Rose a potem McGonagall. Ale nie warto było się teraz kłócić. Szliśmy z Filchem na czwarte piętro. Mieliśmy wszyscy pokoje niedaleko siebie, więc mogłem uciec do Albusa. Dziwne ale mimo zakazu ojca, zaprzyjaźniłem się z nim. Mama przekonała tatę a on wreszcie zaakceptował mój wybór. Nasz pokój znajdował się trzy pokoje dalej od pokoju mojego przyjaciela. On przyjaźnił się kiedyś z tą całą Rose, córką tej szlamy ale wychowałem go na ludzi. Weszliśmy do środka a Rose od razu poszła do łazienki. Usiadłem w fotelu w małym saloniku. Po prawej stronie znajdował się pokój z napisem Rose Weasley a po lewej z napisem Scorpius Malfoy. Dziewczyna wyszła z łazienki po kilku minutach. Uderzyła mnie fala słodkiego zapachu. Rudowłosa wzięła prysznic a teraz stała przed nim w przydużej koszulce i fioletowych, na prawdę krótkich spodenkach. Omiotła mnie pogardliwym wzrokiem i poszła do siebie. Była nawet ładna. Co ty wygadujesz Scorpius?! To przecież córka szlamy. Ale ładna córka szlamy. SZLAMY. Wszedł do łazienki, wziął krótki prysznic i poszedł do siebie, położył się na łóżku i zasnął.
~*~
Obudziło mnie bieganie w salonie. Wyszedłem z pokoju i zobaczyłem Rose tylko w koszulce. Stanąłem w drzwiach i uśmiechnąłem się drwiąco.
-Oh Weasley, Weasley... -zacząłem kręcąc żartobliwie głową. Dziewczyna natychmiast odwróciła się w moją stronę i zakryła kocem leżącym na fotelu.
-Czego chcesz Malfoy?-wrknęła.
-Nie zapomnij że ja też tutaj mieszkam-powiedziałem urażony.-Swoją drogą niezłe ciałko- puściłem jej 'oczko'
-Taaak? Tylko nie zapomnij że to ciało córki szlamy-rzuciła pogardliwie.
-Wiesz co Weasley? Możemy chyba zakopać topór wojenny na czas jak razem mieszkamy co? - zapytał poważnie.
-Z tobą? Ani mi się śni.-zakończyła.
Uśmiechnąłem się lekko i gdy schylała się, skupiłem wzrok w pewnym miejscu. Ona to zauważyła bo wzięła poduszkę i rzuciła nią we mnie krzycząc:
-Świnia! Podła ropucha!-po czym wyszła z pokoju.
~*~
ROSE
Ten łajdak patrzył na moje pośladki! To było niedorzeczne! I ja mam z nim mieszkać pod jednym dachem! I jeszcze 'zakopmy topór wojenny'. O nie! Po moim trupie! Jeszcze nie zapomniałam jak przeciągnął Albusa na swoją stronę wciskając kit, że to ja jestem tą najgorszą. Do lekcji zostało jeszcze trochę czasu, więc poszłam się przejść na wierzę zachodnią. Miałam nadzieję, że spotkam tam Julię, ponieważ chciałam z nią porozmawiać. Brakowało mi jej. Wychyliłam się kawałek poza barierkę. Nagle obok mnie przebiegła grupka Krukonów z siódmego roku i jeden mnie potrącił. Wypadłam z wierzy i w ostatniej chwili złapałam się parapetu jedną ręką, lecz nadal nie mogłam się wczołgać dalej. Chciałam krzyczeć ale za bardzo się bałam. Ktoś tędy przechodził i chyba mnie zauważył. Złapał za rękę a ja byłam pewna że jestem bezpieczna i puściłam drugą lecz zaczęłam spadać. W ostatniej chwili postać ratująca mnie wychyliła się i chwyciła mnie mocniej za ręce. Podniosłam głowę żeby zobaczyć kto jest moim wybawcą. To był Scorpius. Na brodę Merlina tylko nie on! Będę musiała mu podziękować! Wciągnął mnie do góry. Opadłam bez siły na posadzkę. Słone łzy zaczęły mi spływać po policzku. Byłam w szoku i o krok od śmierci.
-Chodź że już na lekcje.-powiedział oschle. Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami i zaniosłam się jeszcze bardziej płaczem. Na Godryka Rose! Dlaczego ty pokazujesz temu Malfoy'owi że jesteś słaba? On to wykorzysta! Ale... Nie chciałam wstać. Opadłam na brudną posadzkę nadal płacząc. Nagle poczułam jego rękę, gładzącą mnie po głowie. Podniosłam wzrok i zajrzałam mu w oczy. Niegdyś lodowato niebieskie, teraz pełne czułości. Otarł mi łzę z policzka swoją ciepłą i delikatną ręką. Odsunął się ode mnie i pomógł mi wstać. Zaprowadził do naszego dormitorium. Weszłam do łazienki i obmyłam się trochę. Byłam już spóźniona a teraz była numerologia! Wyszłam z łazienki i ubrałam się. Miałam wychodzić już na lekcje gdy zauważyłam Scorpiusa siedzącego na fotelu. Podeszłam do niego i podałam rękę.
-Dziękuję. Bez Ciebie by mnie tutaj nie było.-powiedziałam uśmiechając się lekko.
-I co z tego? Jednego Weasle'a mniej. Przecież tylu ich jest.-powiedział lekceważąco. Do oczu nadeszły mi łzy. Spojrzał na mnie i chyba zrozumiał co powiedział. Wybiegła z pokoju zostawiając go samego.
~*~
SCORPIUS
Dlaczego jesteś taki głupi Malfoy?! Po co walnąłeś o tych Weasley'ach? Uraziłeś ją. Może pobiec za nią i ją przeprosić? Eee... Co tam Scorpius. Nie warto. Przestałem już rozmyślać, wstałem i również wybiegłem z pokoju.
~*~
Dogoniłem Rose, lecz stała już z tymi swoimi przyjaciółkami, tą Julią i Taylor. Nie zwróciłem na nie uwagi. Podszedłem do Rose.
-Rose, słuchaj, przepraszam. Jaaa... No wiesz... Nie chciałem tego powiedzieć. Too... Tak jakoś wyszło. Naprawdę przepraszam Rose.-złapałem ją za rękę. Chciała coś powiedzieć ale ta czarnowłosa Gryfonka wcięła się w rozmowę.
-Przepraszasz ją?! Mogłeś pomyśleć zanim TO powiedziałeś. Przybiegła do nas zapłakana!-krzyczała.
-Przeprosiłem jasne? A poza tym nie wcinaj się! Chciałem porozmawiać tylko z Rose!-warknąłem.
-Jesteś dla niej nikim Malfoy! Nienawidzi cię!-rzuciła wściekle. Nie wiem dlaczego tak mnie to zabolało. Nie wyciągnąłem różdżki, tylko od razu rzuciłem się na nią z pięściami. Stała bez ruchu z twarzą mówiącą 'i tak mnie nie dotkniesz'. I nie dotknąłeś. Rose zasłoniła ją swoim ciałem. Zatrzymałem rękę. Stała przed Julią przerażona.
-Scorpius... Proszę... Nie...-szeptała wystraszona. Cofnąłem się zdezorientowany. Co ja chciałem zrobić do cholery?! Uderzyć Julię albo Rose? Odszedłem i tak już spóźniony na lekcje.
~*~
SCORPIUS
No nie! Ta McGonagall zwariowała do końca! W jednym pokoju z córką szlamy! Jak się mój ojciec o tym dowie to najpierw zabije Rose a potem McGonagall. Ale nie warto było się teraz kłócić. Szliśmy z Filchem na czwarte piętro. Mieliśmy wszyscy pokoje niedaleko siebie, więc mogłem uciec do Albusa. Dziwne ale mimo zakazu ojca, zaprzyjaźniłem się z nim. Mama przekonała tatę a on wreszcie zaakceptował mój wybór. Nasz pokój znajdował się trzy pokoje dalej od pokoju mojego przyjaciela. On przyjaźnił się kiedyś z tą całą Rose, córką tej szlamy ale wychowałem go na ludzi. Weszliśmy do środka a Rose od razu poszła do łazienki. Usiadłem w fotelu w małym saloniku. Po prawej stronie znajdował się pokój z napisem Rose Weasley a po lewej z napisem Scorpius Malfoy. Dziewczyna wyszła z łazienki po kilku minutach. Uderzyła mnie fala słodkiego zapachu. Rudowłosa wzięła prysznic a teraz stała przed nim w przydużej koszulce i fioletowych, na prawdę krótkich spodenkach. Omiotła mnie pogardliwym wzrokiem i poszła do siebie. Była nawet ładna. Co ty wygadujesz Scorpius?! To przecież córka szlamy. Ale ładna córka szlamy. SZLAMY. Wszedł do łazienki, wziął krótki prysznic i poszedł do siebie, położył się na łóżku i zasnął.
~*~
Obudziło mnie bieganie w salonie. Wyszedłem z pokoju i zobaczyłem Rose tylko w koszulce. Stanąłem w drzwiach i uśmiechnąłem się drwiąco.
-Oh Weasley, Weasley... -zacząłem kręcąc żartobliwie głową. Dziewczyna natychmiast odwróciła się w moją stronę i zakryła kocem leżącym na fotelu.
-Czego chcesz Malfoy?-wrknęła.
-Nie zapomnij że ja też tutaj mieszkam-powiedziałem urażony.-Swoją drogą niezłe ciałko- puściłem jej 'oczko'
-Taaak? Tylko nie zapomnij że to ciało córki szlamy-rzuciła pogardliwie.
-Wiesz co Weasley? Możemy chyba zakopać topór wojenny na czas jak razem mieszkamy co? - zapytał poważnie.
-Z tobą? Ani mi się śni.-zakończyła.
Uśmiechnąłem się lekko i gdy schylała się, skupiłem wzrok w pewnym miejscu. Ona to zauważyła bo wzięła poduszkę i rzuciła nią we mnie krzycząc:
-Świnia! Podła ropucha!-po czym wyszła z pokoju.
~*~
ROSE
Ten łajdak patrzył na moje pośladki! To było niedorzeczne! I ja mam z nim mieszkać pod jednym dachem! I jeszcze 'zakopmy topór wojenny'. O nie! Po moim trupie! Jeszcze nie zapomniałam jak przeciągnął Albusa na swoją stronę wciskając kit, że to ja jestem tą najgorszą. Do lekcji zostało jeszcze trochę czasu, więc poszłam się przejść na wierzę zachodnią. Miałam nadzieję, że spotkam tam Julię, ponieważ chciałam z nią porozmawiać. Brakowało mi jej. Wychyliłam się kawałek poza barierkę. Nagle obok mnie przebiegła grupka Krukonów z siódmego roku i jeden mnie potrącił. Wypadłam z wierzy i w ostatniej chwili złapałam się parapetu jedną ręką, lecz nadal nie mogłam się wczołgać dalej. Chciałam krzyczeć ale za bardzo się bałam. Ktoś tędy przechodził i chyba mnie zauważył. Złapał za rękę a ja byłam pewna że jestem bezpieczna i puściłam drugą lecz zaczęłam spadać. W ostatniej chwili postać ratująca mnie wychyliła się i chwyciła mnie mocniej za ręce. Podniosłam głowę żeby zobaczyć kto jest moim wybawcą. To był Scorpius. Na brodę Merlina tylko nie on! Będę musiała mu podziękować! Wciągnął mnie do góry. Opadłam bez siły na posadzkę. Słone łzy zaczęły mi spływać po policzku. Byłam w szoku i o krok od śmierci.
-Chodź że już na lekcje.-powiedział oschle. Spojrzałam na niego zapłakanymi oczami i zaniosłam się jeszcze bardziej płaczem. Na Godryka Rose! Dlaczego ty pokazujesz temu Malfoy'owi że jesteś słaba? On to wykorzysta! Ale... Nie chciałam wstać. Opadłam na brudną posadzkę nadal płacząc. Nagle poczułam jego rękę, gładzącą mnie po głowie. Podniosłam wzrok i zajrzałam mu w oczy. Niegdyś lodowato niebieskie, teraz pełne czułości. Otarł mi łzę z policzka swoją ciepłą i delikatną ręką. Odsunął się ode mnie i pomógł mi wstać. Zaprowadził do naszego dormitorium. Weszłam do łazienki i obmyłam się trochę. Byłam już spóźniona a teraz była numerologia! Wyszłam z łazienki i ubrałam się. Miałam wychodzić już na lekcje gdy zauważyłam Scorpiusa siedzącego na fotelu. Podeszłam do niego i podałam rękę.
-Dziękuję. Bez Ciebie by mnie tutaj nie było.-powiedziałam uśmiechając się lekko.
-I co z tego? Jednego Weasle'a mniej. Przecież tylu ich jest.-powiedział lekceważąco. Do oczu nadeszły mi łzy. Spojrzał na mnie i chyba zrozumiał co powiedział. Wybiegła z pokoju zostawiając go samego.
~*~
SCORPIUS
Dlaczego jesteś taki głupi Malfoy?! Po co walnąłeś o tych Weasley'ach? Uraziłeś ją. Może pobiec za nią i ją przeprosić? Eee... Co tam Scorpius. Nie warto. Przestałem już rozmyślać, wstałem i również wybiegłem z pokoju.
~*~
Dogoniłem Rose, lecz stała już z tymi swoimi przyjaciółkami, tą Julią i Taylor. Nie zwróciłem na nie uwagi. Podszedłem do Rose.
-Rose, słuchaj, przepraszam. Jaaa... No wiesz... Nie chciałem tego powiedzieć. Too... Tak jakoś wyszło. Naprawdę przepraszam Rose.-złapałem ją za rękę. Chciała coś powiedzieć ale ta czarnowłosa Gryfonka wcięła się w rozmowę.
-Przepraszasz ją?! Mogłeś pomyśleć zanim TO powiedziałeś. Przybiegła do nas zapłakana!-krzyczała.
-Przeprosiłem jasne? A poza tym nie wcinaj się! Chciałem porozmawiać tylko z Rose!-warknąłem.
-Jesteś dla niej nikim Malfoy! Nienawidzi cię!-rzuciła wściekle. Nie wiem dlaczego tak mnie to zabolało. Nie wyciągnąłem różdżki, tylko od razu rzuciłem się na nią z pięściami. Stała bez ruchu z twarzą mówiącą 'i tak mnie nie dotkniesz'. I nie dotknąłeś. Rose zasłoniła ją swoim ciałem. Zatrzymałem rękę. Stała przed Julią przerażona.
-Scorpius... Proszę... Nie...-szeptała wystraszona. Cofnąłem się zdezorientowany. Co ja chciałem zrobić do cholery?! Uderzyć Julię albo Rose? Odszedłem i tak już spóźniony na lekcje.
~*~
~*~ Rozdział trzeci ~*~
*pięć lat później*
ROSE
Szłam spokojnie z Julią korytarzem. Od pierwszego roku zaprzyjaźniłyśmy się. Teraz jesteśmy nierozłączne. Albus dosyć szybko pozbierał się po przydzieleniu do Slytherinu. Zaprzyjaźnił się tam ze Scorpiusem i chłopakiem o imieniu Sebastian. Nie rozmawiamy ze sobą i spotykamy się tylko we wakacje, gdy wujek Harry stęskni się za mamą i tatą albo gdy oni stęsknią się za wujkiem Harrym. Czasami również na uroczystościach rodzinnych ale nawet wtedy nie rozmawiamy. Kilka razy nawet chciałam z nim pogadać ale olewał mnie. Z czasem i mnie przestało interesować czy nadal się przyjaźnimy czy nie. Wracając do tematu. Szłyśmy na eliksiry. Tą lekcję miałyśmy ze Ślizgonami. Wcześniej przejęła bym się, że Albus stał się prawdziwym Ślizgonem i oczerniał mnie i Julię na każdym kroku. Teraz zwisało mi to. W dalszych rozmyślaniach przeszkodził mi profesor Slughorn, który właśnie wpuszczał nas do klasy. Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy swoje miejsca. Usiadłam między Julią a Taylor, moją drugą przyjaciółką. Ojciec miał rację- odziedziczyłam mądrość po mamie. Zaraz za Slughornem weszła profesor McGonagall. Odwróciła się do nas i przemówiła:
-Wraz z profesorem Slughornem, organizujemy w szkole turniej między domami. Każdy dom wybiera kilka przedstawicieli, reprezentujących ich na tym turnieju. W pokoju wspólnym po lekcjach zapiszcie na pergaminie wybrane osoby i wyślijcie mi sowę z nazwiskami. Wybrańców domu ma być pięciu. Turniej rozpocznie się w piątek po lekcjach. Dziękuję.- po czym wyszła. Julia i Taylor uśmiechały się do mnie, z nadzieją, że będę reprezentować nasz dom. Pokręciłam drwiąco głową i również uśmiechnęłam się.
~*~
Po lekcjach poszliśmy wszyscy do pokoju wspólnego aby omówić kwestię turnieju. Po długich kłótniach postanowiliśmy, że dom lwa będę reprezentować ja, James, Taylor, mój przyjaciel Louis i były chłopak Julii- Caine. Eva, zielonooka blondynka o idealnie gładkiej skórze zapisała nasze nazwiska i wysłała Arianę do nauczycielki transmutacji. Odpowiedź przyszła po kilku minutach. Mała płomykówka wleciała do naszego dormitorium z kawałkiem pergaminu przy nóżce. Taylor delikatnie odwinęła papier i wypuściła sówkę przez otwarte okno. Dziewczyna podała pergamin Julii a ta zaczęła czytać.
Wybrańcy proszeni są wieczorem o zjawienie się w gabinecie dyrektor.
M.McGonagall
~*~
Wieczorem poszłam razem z Taylor, Jamesem, Louisem i Cainem. Weszliśmy do gabinetu dyrektor i zastaliśmy tam innych uczniów. Zjawiła się profesor McGonagall. Zajęła miejsce za biórkiem, popatrzyła na nas i zaczęła:
-Witajcie kochani. Może najpierw przedstawię reprezentantów poszczególnych domów. Najpierw Hufflepuff. Panna Monica, Alice, Michel, Charlie, Evelyn. Ravenclaw. Marcus, Anna, Sara, David, Robert. Slytherin. Albus, Scorpius, Sebastian, Linda, Veronica. Gryffindor. Taylor, Caine, James, Louis i Rose. Żeby lepiej poznać przeciwników postanowiłam wraz z nauczycielem eliksirów umieścić was w wspólnym dormitorium. Zaraz przeczytam jak dobraliśmy pary- poprawiła okulary i wzięła do ręki pergamin-Hufflepuff będzie rywalizować z Ravenclawem więc Monica będzie dzieliła pokój z Anną, Alice z Sarą,Michel z Marcusem, Charlie z Robertem a Evelyn z Davidem. Dwa kolejne domy. Linda z Taylor, Albus z Louisem, James z Veronicą, Caine z Sebastianem a Rose ze Scorpiusem. Pan Filch zaprowadzi was do waszych dormitoriów a w piątek rozpoczniemy turniej!
*pięć lat później*
ROSE
Szłam spokojnie z Julią korytarzem. Od pierwszego roku zaprzyjaźniłyśmy się. Teraz jesteśmy nierozłączne. Albus dosyć szybko pozbierał się po przydzieleniu do Slytherinu. Zaprzyjaźnił się tam ze Scorpiusem i chłopakiem o imieniu Sebastian. Nie rozmawiamy ze sobą i spotykamy się tylko we wakacje, gdy wujek Harry stęskni się za mamą i tatą albo gdy oni stęsknią się za wujkiem Harrym. Czasami również na uroczystościach rodzinnych ale nawet wtedy nie rozmawiamy. Kilka razy nawet chciałam z nim pogadać ale olewał mnie. Z czasem i mnie przestało interesować czy nadal się przyjaźnimy czy nie. Wracając do tematu. Szłyśmy na eliksiry. Tą lekcję miałyśmy ze Ślizgonami. Wcześniej przejęła bym się, że Albus stał się prawdziwym Ślizgonem i oczerniał mnie i Julię na każdym kroku. Teraz zwisało mi to. W dalszych rozmyślaniach przeszkodził mi profesor Slughorn, który właśnie wpuszczał nas do klasy. Weszłyśmy do klasy i zajęłyśmy swoje miejsca. Usiadłam między Julią a Taylor, moją drugą przyjaciółką. Ojciec miał rację- odziedziczyłam mądrość po mamie. Zaraz za Slughornem weszła profesor McGonagall. Odwróciła się do nas i przemówiła:
-Wraz z profesorem Slughornem, organizujemy w szkole turniej między domami. Każdy dom wybiera kilka przedstawicieli, reprezentujących ich na tym turnieju. W pokoju wspólnym po lekcjach zapiszcie na pergaminie wybrane osoby i wyślijcie mi sowę z nazwiskami. Wybrańców domu ma być pięciu. Turniej rozpocznie się w piątek po lekcjach. Dziękuję.- po czym wyszła. Julia i Taylor uśmiechały się do mnie, z nadzieją, że będę reprezentować nasz dom. Pokręciłam drwiąco głową i również uśmiechnęłam się.
~*~
Po lekcjach poszliśmy wszyscy do pokoju wspólnego aby omówić kwestię turnieju. Po długich kłótniach postanowiliśmy, że dom lwa będę reprezentować ja, James, Taylor, mój przyjaciel Louis i były chłopak Julii- Caine. Eva, zielonooka blondynka o idealnie gładkiej skórze zapisała nasze nazwiska i wysłała Arianę do nauczycielki transmutacji. Odpowiedź przyszła po kilku minutach. Mała płomykówka wleciała do naszego dormitorium z kawałkiem pergaminu przy nóżce. Taylor delikatnie odwinęła papier i wypuściła sówkę przez otwarte okno. Dziewczyna podała pergamin Julii a ta zaczęła czytać.
Wybrańcy proszeni są wieczorem o zjawienie się w gabinecie dyrektor.
M.McGonagall
~*~
Wieczorem poszłam razem z Taylor, Jamesem, Louisem i Cainem. Weszliśmy do gabinetu dyrektor i zastaliśmy tam innych uczniów. Zjawiła się profesor McGonagall. Zajęła miejsce za biórkiem, popatrzyła na nas i zaczęła:
-Witajcie kochani. Może najpierw przedstawię reprezentantów poszczególnych domów. Najpierw Hufflepuff. Panna Monica, Alice, Michel, Charlie, Evelyn. Ravenclaw. Marcus, Anna, Sara, David, Robert. Slytherin. Albus, Scorpius, Sebastian, Linda, Veronica. Gryffindor. Taylor, Caine, James, Louis i Rose. Żeby lepiej poznać przeciwników postanowiłam wraz z nauczycielem eliksirów umieścić was w wspólnym dormitorium. Zaraz przeczytam jak dobraliśmy pary- poprawiła okulary i wzięła do ręki pergamin-Hufflepuff będzie rywalizować z Ravenclawem więc Monica będzie dzieliła pokój z Anną, Alice z Sarą,Michel z Marcusem, Charlie z Robertem a Evelyn z Davidem. Dwa kolejne domy. Linda z Taylor, Albus z Louisem, James z Veronicą, Caine z Sebastianem a Rose ze Scorpiusem. Pan Filch zaprowadzi was do waszych dormitoriów a w piątek rozpoczniemy turniej!
poniedziałek, 31 sierpnia 2015
~*~ Rozdział drugi ~*~
ROSE
W Wielkiej Sali było bardzo tłoczno. Ledwie przecisnęłam się przez tłum idąc za profesor McGonagall. Staliśmy już po środku sali. Nauczycielka transmutacji postawiła przed nami mały, drewniany stołek a w ręce trzymała starą tiarę. Zaczęła wyczytywać nasze nazwiska.
-Julia Queen.- Czarnowłosa dziewczyna podeszła niepewnie do pani profesor i usiadła na stołku. Tiara przydzieliła ją do Gryffindoru. Przyszła kolej na następną osobę. Chłopak imieniem Sebastian trafił do Slytherinu. Kolejny był Albus. Chwiejnym krokiem podszedł do McGonagall. On najbardziej się bał Ceremonii Przydziału. Chwila napięcia.
-Slytherin! - poniosło się po sali. Albus oszołomiony podszedł do stołu Ślizgonów. Był zły i smutny. Jego koszmary się spełniły. Zaraz za Albusem do stołu poszedł Scorpius. Nienawidziła go. Tatuś miał rację... Jest ttaki sam jak jego ojciec. Przyszła kolej na mnie. Usiadłam na stołku. Stresowałam się. Nie chciałam trafić do Slytherinu.
-Gryffindor! -zagrzmiała tiara. Tak jak każdy w mojej rodzinie. Tylko szkoda że Albus trafił do domu węża... Podeszłam do stołu Gryfonów i zajęłam wolne miejsce. Usiadłam obok czarnowłosej dziewczynki.
-Jestem Julia a ty?-zapytała podając mi rękę.
-Jestem Rose-odpowiedziałam uśmiechając się.
~*~
Po uczcie Prefekci zaprowadzili nas do swoich dormitoriów. Wraz z innymi Gryfonami zatrzymałam się przed portretem Grubej Damy.
-Peleryna niewidka-powiedział prefekt po czym weszliśmy do środka, do pokoju wspólnego. Było tu bardzo przytulnie. Odruchowo zaczęłam oglądać się za Albusem lecz przypomniałam sobie, że trafił do Slytherinu. Szkoda. Tak bardzo chciał tu trafić. Pewnie by mu się spodobał nasz pokój wspólny. Weszłam z Julią do dormitorium dziewcząt i wyczerpane padłyśmy na łóżka. Zasnęłam od razu. ~*~
Obudziłam się wcześnie rano. Wzięłam kawałek pergaminu i postanowiłam wysłać sowę do mamy i taty.
Droga mamo, tato, Hugo!
Trafiłam do Gryffindoru. Niestety Albus trafił do Slytherinu. Trochę smutno mi bez niego... Ale nie mówdzie nic wujkowi Harry'emu i cioci Ginny że wam napisałam. Mam nadzieję że niedługo się spotkamy. Całusy.
Rose
Zwinęłam kawałek pergaminu i przywiązałam do nóżki mojej sówki. Ariana-tak nazywała się moja sówka- wyleciała przez okno i pofrunęła przed siebie.
Mam nadzieję że wam się podoba :)
~*~ Rozdział perwszy~*~
ROSE
W pociągu było ciasno. Siedziałam naprzeciw Albusa. Albus był moim kuzynem. Byłam do niego bardzo przywiązania. Uwielbiałam go. Czego nie mogłam powiedzieć o Jamesie. On był złośliwy. Rozmawialiśmy o szkole. Bałam się. Nie wiedziałam gdzie zostanę przydzielona. Nie chciałam do Slytherinu! O nie! Tylko nie tam! Mama mówiła, że nawet jak trafię do Slytherinu, to nadal będą mnie kochać, ale tata mówił coś innego... Jak raz rozmawiałam z ciocią Ginny, to mówiła, że niektóre rzeczy, o których mówi tatuś, nie można brać serio. Ciocia Ginny jest mądra. Czasami wydaje się mądrzejsza od tatusia. Ale i tak moja mamusia jest najmądrzejsza. Wujek Harry mówił, że była najmądrzejsza na roku. Oj...rozgadałam się a przecież właśnie jesteśmy niedaleko szkoły.
Pociąg zatrzymał sie z łoskotem. Wagon szrpnął, potknęłam się i wpadłam na kogoś. Przewróciłam się i padłam na kolana, a moja kostka wygięła się. Strasznie bolało. Podniosłam wzrok i spojrzałam na chłopaka, na którego wpadłam. Niebieskooki blondyn. Szczupły, dosyć wysoki. Załam go. Scorpius Malfoy. Tata zabronił mi z nim rozmawiać. Mówił, że jest taki jak jego ojciec i mam być lepsza od niego. Podobno odziedziczyłam inteligencję po mamie. Spojrzał na mnie z politowaniem. Podał mi rękę i podniósł. Ustałam, po czym od razu wróciłam na podłogę. Moja kostka strasznie bolała. Chyba ją złamałam. Młody Malfoy Złapał mnie za rękę i poczłapałam razem z nim do Hogwartu kulejąc. W wejściu już czekała na nas profesor McGonagall. Mama mi o niej opowiadała. Podobno teraz była jednocześnie dyrektorem szkoły, oraz nauczycielką transmutacji. Chyba zauważyła, że z moją kostką jest coś nie tak, ponieważ podeszła do mnie. Uśmiechnęła się do mnie i zapytała:
-Jak się mazywasz?
-Rose Weasley- opadłam na podłoge. Scorpius przestał mnie podtrzymywać. Spojrzałam na niego pytająco. Nadal stał obok mnie ale już nie pomagał mi stać. McGonagall jednym, sprawnym ruchem różdżki naprawiła mi nogę po czym odeszła.
-Co się stało? Dlaczego mnie puściłeś?- zapytałam zdziwiona.
-Jesteś córką Grenger i Weasley'a? - rzucił mi podejrzliwe spojrzenie.
-No tak ale...- przerwał mi.
-Dotykałem córkę szlamy fuuu!- otrzepnął rękaw, którym mnie podtrzymywał, po czym uśmiechnął się drwiąco i odszedł za kolegami.
SCORPIUS
-Jak się nazywasz?- zapytała rudowłosej, która trzymała mnie za rękaw.
-Rose Weasley- odparła dziewczyna. Weasley. Tak jak ten rudy przyjaciel Harrego Pottera. To o niej mówił ojciec. To z nią nie mogę rozmawiać. To jej ma nienawidzieć. Ojciec zabije mnie jak się dowie, że jej pomogłem. Puściłem ją. Jak mogłem dodtykać córki szlamy?!
Nauczycielka naprawiła nogę dziewczyny i odeszła. Ta od razu zaczęła na mnie wrzeszczeć. Zaczęła zadawać pytania a ja jej odpowiedziałem jak było. Odpowiedziałem, że jest córką szlamy i odszedłem.
*Chcecie kolejny rozdział?*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)